niedziela, 25 listopada 2012

Imagin cz. III

Uśmiech. Najlepszy puder dla największego smutku.

Ale czy da się uśmiechać gdy do oczu cisną się łzy?

Miłość. Dostarcza nam mnóstwo szczęścia. TA osoba z czasem staje się dla nas jak tlen. Bez tlenu przecież nie da się żyć, a bez ukochanej osoby? Nie zawsze przecież jest kolorowo. Często czarno- białe barwy snują się przed nami sprawiając, że każdy moment jest taki. Jedynym lekiem na ten szary świat jest miłość. Ten nasz ludzki, osobisty tlen. Ale czy warto?

Większość tych pozornie szczęśliwych i uśmiechniętych ludzi cierpi najbardziej. Im większy ból tym większy uśmiech. Ale czy tak to powinno działać? Czy uśmiech nie powinien być jednak dowodem szczęścia, a nie zatuszowaniem bólu i cierpienia?

~*~

W tym momencie byłaś już pewna, że to koniec. To czego tak bardzo się bałaś własnie było bliskie spełnienia. Spełnienie ostatnich marzeń połączone z największą tragedią. 
- ona należy do mnie. Tylko i wyłącznie do mnie!- wykrzyknął Mark, a Ty schowałaś twarz w dłonie, alby nie patrzeć na dalszy ciąg wydarzeń. Bardzo się bałaś tego, co teraz może się wydarzyć.
- [T.I] nie jest niczyją własnością. A już na pewno nie twoją!- powiedział stanowczo Harry i próbował zbliżyć się do Ciebie, ale Mark przeszkodził mu w tym ciosem w twarz Harry'ego. Chłopak na chwilę stracił równowagę, ale szybko z powrotem stanął na nogi. Otarł delikatnie jedno miejsce na twarzy i spojrzał na swoją rękę, na której była krew. Przeraziłaś się jak to zobaczyłaś. Bez wahania ruszyłaś w stronę Mark'a. 
- nie miałeś prawa..- powiedziałaś przez łzy i całej siły jaka jeszcze w Tobie została pięścią uderzyłaś w klatkę piersiową Mark'a na co on tylko głupio się zaśmiał. 
- i Ty dziwko go jeszcze bronisz?- parsknął śmiechem chłopak, ale Ty już nie miałaś siły, żeby się z nim kłócić. Na szczęście był tam on. Harry w mgnieniu oka znalazł się przy Mark'u i z całej siły go uderzył. 
- nie mów tak o niej!- krzyknął Styles i ponowił czynność. Mark nie pozostawał mu dłużny. Okładali się z niewiarygodną siłą. Czułaś, że to skończy się tragicznie dla jednego z nich. Dla słabszego, czyli Harry'ego. Chciałaś krzyczeć, ale nie mogłaś wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Próbowałaś z całych sił. Na marne. W końcu Ci się udało. Zaczęłaś krzyczeć, ale czułaś się znacznie inaczej.
    Otworzyłaś oczy. Siedziałaś na łóżku w swoim pokoju. Cała byłaś zlana potem, a twarz miałaś wilgotną od łez. Przetarłaś ja rękoma, po czym przeczesałaś palcami włosy. Z ulgą odetchnęłaś, że ten koszmar okazał się tylko snem. Próbowałaś uspokoić przyspieszony oddech i trzęsące się ręce. Co to w ogóle było? Nie byłaś w stanie pozbierać myśli. Przysiadłaś na brzegu łóżka i odetchnęłaś z ulgą, że to co się przez chwilą wydarzyło okazało się snem. Okropnym, przeraźliwym i strasznym. Snem, do którego spełnienia nie możesz dopuścić. 
    Wstałaś z łózka i wzięłaś do ręki telefon w celu sprawdzenia godziny. Dobiegała 13.00. Miałaś jedno nieodebrane połączenie od Harry'ego. Odruchowo chciałaś zadzwonić, ale po głębszym zastanowieniu, stwierdziłaś, że to zły pomysł. Przed oczami pojawił Ci się obraz jak Harry walczy z Twoim ukochanym- Mark'iem. Jednak w pewnym momencie przypomniało Ci się, że jesteś z nim dzisiaj umówiona. W tym momencie zdałaś sobie sprawę z tego do czego doprowadziłaś. W Twoim sercu nie ma miejsca dla nikogo innego niż Mark. Dotarło do Ciebie, że nie patrzyłaś na Harry'ego jak na zwykłego nowo poznanego chłopaka. Patrzyłaś na niego jak na kogoś znacznie ważniejszego. I właśnie za to się nienawidziłaś. Dobrze wiedziałaś, że jedynym sposobem na pozbycie się Harry'ego z Twojego serca jest ograniczenie kontaktów z nim do zera. Jeżeli on po tak krótkiej znajomości zrobił z Tobą i Twoim sercem takie zamieszanie, to bałaś się co będzie dalej. Ale czy można tak po prostu wymazać kogoś z swojego serca? Tak po prostu? Ale musiałaś coś zrobić. Dotarło do Ciebie, że ten sen był czymś w rodzaju znaku ostrzegawczego, który ostrzega Cię przed tym, że jeśli będziesz się tak zabawiać to może się to naprawdę źle skończyć. Ale pozostaje pytanie. Czy to była zabawa? Nigdy nie igrałaś z uczuciami drugiej osoby. Więc jak jest z Harry'm? Po prostu jest w nim coś wyjątkowego, co Cię zwiodło. Ale koniec z tym. Wiedziałaś, że musisz to skończyć
    Wybrałaś numer chłopaka i przyłożyłaś telefon do twarzy. 
- już myślałem, że nie zadzwonisz- usłyszałaś zachrypnięty, ale zarazem bardzo słodki i czuły głos Hazzy. Przeszły Cię dreszcze, a w brzuch poczułaś motylki. Nie powinnaś reagować w ten sposób i bardzo dobrze o tym wiedziałaś. 
- przepraszam, ale spałam- powiedziałaś równie zachrypniętym głosem. Czułaś jakby Twoje gardło się zaciskało na myśl o tym, co za chwilę musisz mu powiedzieć- Harry..- zaczęłaś drżącym głosem. To było dla Ciebie bardzo ciężkie. Zbyt ciężkie. 
- słucham?- zapytał, ale ty długo nie odpowiadałaś. Nie wiedziałaś jak mu to przekazać- ej, coś się stało? Masz dziwny głos..
-nie nic się nie stało.. Chociaż w sumie.. Tak. To koniec Harry. Przepraszam, że mówię ci o tym w taki sposób ale inaczej nie potrafię. To koniec naszej znajomości. Tak będzie lepiej i dla mnie i dla ciebie.. Przepraszam.. Nie dzwoń już do mnie- powiedziałaś z trudem i chciałaś się rozłączyć, ale słyszałaś, jak Harry jeszcze coś mówi. 'Proszę powiedz mi chociaż co się stało. Wiem, że mnie słyszysz! Proszę.. odezwij się'- to były jego ostatnie słowa jakie usłyszałaś. Rozłączyłaś się i podeszłaś do okna spoglądając w dal miasta. W głowie słyszałaś jego głos. Zamknęłaś oczy i z mimowolnym uśmiechem wsłuchiwałaś się w niego. Jednak nie mogłaś długo delektować się jego głosem, bo poczułaś wibrację trzymanego w dłoni telefonu. Kto dzwonił? Nikt inny jak ty Harry.. Patrzyłaś się na ekran, na którym widniało jego imię. Chciałaś odebrać, aby usłyszeć jego głos, ale wiedziałaś, że nie możesz. Mimo to on nie dawał za wygraną. Kolejny sygnał, który dał Ci telefon. Tym razem sms, ale cały czas od ciebie, Harry.. 'Proszę cię odbierz! Powiedz mi chociaż dlaczego? Zrozum.. martwię się.' Po przeczytaniu tego rzuciłaś telefon na łóżko i zagarnęłaś włosy do tyłu. On wcale Ci tego nie ułatwiał. Miałaś nadzieję, że jak urwiesz kontakt, to wszystko samo przejdzie, a teraz? Jest jeszcze gorzej. Nie chcesz, żeby się o Ciebie martwił, żeby o tobie myślał. Chcesz, żeby zapomniał, dzięki czemu Ty tez zapomnisz. Położyłaś się na łóżku zamykając twarz w dłonie. To miało pójść o wiele łatwiej. Telefon leżący obok kolejny raz się uaktywnił. Już nawet nie sprawdzałaś kto to. Bardzo dobrze to wiedziałaś. Kolejny sms. Nie chciałaś go przeczytać, ale ciekawość wzięła górę. 'Nie wiem, co się wydarzyło, że nie chcesz ze mną rozmawiać, ale nie mogę tego tak zostawić. Będę u ciebie za kilka minut.' Jeszcze tego brakowało, żebym musiała na ciebie spojrzeć Harry..- pomyślałaś, ale wiedziałaś, że nie ma już odwrotu. Czekało Cie spotkanie twarzą w twarz z NIM. Wiedziałaś, że to będzie ciężkie, ale nie możesz po sobie nic dać poznać. To znaczy jeśli go zobaczysz. Rozważałaś to, czy go w ogóle wpuścić do mieszkania. Bałaś się, że tego nie wytrzymasz..

_______________________________________
TA DAAAAAAA! Jest kolejny rozdział! Przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale szkoła mi nie pomaga w pisaniu rozdziałów. Kolejny postaram się dodać szybciej :) 
Ta część wyszła niezbyt ciekawa, ale obiecuję, że w kolejnych będzie się więcej działo. I mam do WSZYSTKICH którzy to czytają mała prośbę, abyście zastawili po sobie ślad w formie komentarza. Chcę po prostu wiedzieć, czy Wam się podoba i czy jest w ogóle sens to pisać :) xxx