niedziela, 25 listopada 2012

Imagin cz. III

Uśmiech. Najlepszy puder dla największego smutku.

Ale czy da się uśmiechać gdy do oczu cisną się łzy?

Miłość. Dostarcza nam mnóstwo szczęścia. TA osoba z czasem staje się dla nas jak tlen. Bez tlenu przecież nie da się żyć, a bez ukochanej osoby? Nie zawsze przecież jest kolorowo. Często czarno- białe barwy snują się przed nami sprawiając, że każdy moment jest taki. Jedynym lekiem na ten szary świat jest miłość. Ten nasz ludzki, osobisty tlen. Ale czy warto?

Większość tych pozornie szczęśliwych i uśmiechniętych ludzi cierpi najbardziej. Im większy ból tym większy uśmiech. Ale czy tak to powinno działać? Czy uśmiech nie powinien być jednak dowodem szczęścia, a nie zatuszowaniem bólu i cierpienia?

~*~

W tym momencie byłaś już pewna, że to koniec. To czego tak bardzo się bałaś własnie było bliskie spełnienia. Spełnienie ostatnich marzeń połączone z największą tragedią. 
- ona należy do mnie. Tylko i wyłącznie do mnie!- wykrzyknął Mark, a Ty schowałaś twarz w dłonie, alby nie patrzeć na dalszy ciąg wydarzeń. Bardzo się bałaś tego, co teraz może się wydarzyć.
- [T.I] nie jest niczyją własnością. A już na pewno nie twoją!- powiedział stanowczo Harry i próbował zbliżyć się do Ciebie, ale Mark przeszkodził mu w tym ciosem w twarz Harry'ego. Chłopak na chwilę stracił równowagę, ale szybko z powrotem stanął na nogi. Otarł delikatnie jedno miejsce na twarzy i spojrzał na swoją rękę, na której była krew. Przeraziłaś się jak to zobaczyłaś. Bez wahania ruszyłaś w stronę Mark'a. 
- nie miałeś prawa..- powiedziałaś przez łzy i całej siły jaka jeszcze w Tobie została pięścią uderzyłaś w klatkę piersiową Mark'a na co on tylko głupio się zaśmiał. 
- i Ty dziwko go jeszcze bronisz?- parsknął śmiechem chłopak, ale Ty już nie miałaś siły, żeby się z nim kłócić. Na szczęście był tam on. Harry w mgnieniu oka znalazł się przy Mark'u i z całej siły go uderzył. 
- nie mów tak o niej!- krzyknął Styles i ponowił czynność. Mark nie pozostawał mu dłużny. Okładali się z niewiarygodną siłą. Czułaś, że to skończy się tragicznie dla jednego z nich. Dla słabszego, czyli Harry'ego. Chciałaś krzyczeć, ale nie mogłaś wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Próbowałaś z całych sił. Na marne. W końcu Ci się udało. Zaczęłaś krzyczeć, ale czułaś się znacznie inaczej.
    Otworzyłaś oczy. Siedziałaś na łóżku w swoim pokoju. Cała byłaś zlana potem, a twarz miałaś wilgotną od łez. Przetarłaś ja rękoma, po czym przeczesałaś palcami włosy. Z ulgą odetchnęłaś, że ten koszmar okazał się tylko snem. Próbowałaś uspokoić przyspieszony oddech i trzęsące się ręce. Co to w ogóle było? Nie byłaś w stanie pozbierać myśli. Przysiadłaś na brzegu łóżka i odetchnęłaś z ulgą, że to co się przez chwilą wydarzyło okazało się snem. Okropnym, przeraźliwym i strasznym. Snem, do którego spełnienia nie możesz dopuścić. 
    Wstałaś z łózka i wzięłaś do ręki telefon w celu sprawdzenia godziny. Dobiegała 13.00. Miałaś jedno nieodebrane połączenie od Harry'ego. Odruchowo chciałaś zadzwonić, ale po głębszym zastanowieniu, stwierdziłaś, że to zły pomysł. Przed oczami pojawił Ci się obraz jak Harry walczy z Twoim ukochanym- Mark'iem. Jednak w pewnym momencie przypomniało Ci się, że jesteś z nim dzisiaj umówiona. W tym momencie zdałaś sobie sprawę z tego do czego doprowadziłaś. W Twoim sercu nie ma miejsca dla nikogo innego niż Mark. Dotarło do Ciebie, że nie patrzyłaś na Harry'ego jak na zwykłego nowo poznanego chłopaka. Patrzyłaś na niego jak na kogoś znacznie ważniejszego. I właśnie za to się nienawidziłaś. Dobrze wiedziałaś, że jedynym sposobem na pozbycie się Harry'ego z Twojego serca jest ograniczenie kontaktów z nim do zera. Jeżeli on po tak krótkiej znajomości zrobił z Tobą i Twoim sercem takie zamieszanie, to bałaś się co będzie dalej. Ale czy można tak po prostu wymazać kogoś z swojego serca? Tak po prostu? Ale musiałaś coś zrobić. Dotarło do Ciebie, że ten sen był czymś w rodzaju znaku ostrzegawczego, który ostrzega Cię przed tym, że jeśli będziesz się tak zabawiać to może się to naprawdę źle skończyć. Ale pozostaje pytanie. Czy to była zabawa? Nigdy nie igrałaś z uczuciami drugiej osoby. Więc jak jest z Harry'm? Po prostu jest w nim coś wyjątkowego, co Cię zwiodło. Ale koniec z tym. Wiedziałaś, że musisz to skończyć
    Wybrałaś numer chłopaka i przyłożyłaś telefon do twarzy. 
- już myślałem, że nie zadzwonisz- usłyszałaś zachrypnięty, ale zarazem bardzo słodki i czuły głos Hazzy. Przeszły Cię dreszcze, a w brzuch poczułaś motylki. Nie powinnaś reagować w ten sposób i bardzo dobrze o tym wiedziałaś. 
- przepraszam, ale spałam- powiedziałaś równie zachrypniętym głosem. Czułaś jakby Twoje gardło się zaciskało na myśl o tym, co za chwilę musisz mu powiedzieć- Harry..- zaczęłaś drżącym głosem. To było dla Ciebie bardzo ciężkie. Zbyt ciężkie. 
- słucham?- zapytał, ale ty długo nie odpowiadałaś. Nie wiedziałaś jak mu to przekazać- ej, coś się stało? Masz dziwny głos..
-nie nic się nie stało.. Chociaż w sumie.. Tak. To koniec Harry. Przepraszam, że mówię ci o tym w taki sposób ale inaczej nie potrafię. To koniec naszej znajomości. Tak będzie lepiej i dla mnie i dla ciebie.. Przepraszam.. Nie dzwoń już do mnie- powiedziałaś z trudem i chciałaś się rozłączyć, ale słyszałaś, jak Harry jeszcze coś mówi. 'Proszę powiedz mi chociaż co się stało. Wiem, że mnie słyszysz! Proszę.. odezwij się'- to były jego ostatnie słowa jakie usłyszałaś. Rozłączyłaś się i podeszłaś do okna spoglądając w dal miasta. W głowie słyszałaś jego głos. Zamknęłaś oczy i z mimowolnym uśmiechem wsłuchiwałaś się w niego. Jednak nie mogłaś długo delektować się jego głosem, bo poczułaś wibrację trzymanego w dłoni telefonu. Kto dzwonił? Nikt inny jak ty Harry.. Patrzyłaś się na ekran, na którym widniało jego imię. Chciałaś odebrać, aby usłyszeć jego głos, ale wiedziałaś, że nie możesz. Mimo to on nie dawał za wygraną. Kolejny sygnał, który dał Ci telefon. Tym razem sms, ale cały czas od ciebie, Harry.. 'Proszę cię odbierz! Powiedz mi chociaż dlaczego? Zrozum.. martwię się.' Po przeczytaniu tego rzuciłaś telefon na łóżko i zagarnęłaś włosy do tyłu. On wcale Ci tego nie ułatwiał. Miałaś nadzieję, że jak urwiesz kontakt, to wszystko samo przejdzie, a teraz? Jest jeszcze gorzej. Nie chcesz, żeby się o Ciebie martwił, żeby o tobie myślał. Chcesz, żeby zapomniał, dzięki czemu Ty tez zapomnisz. Położyłaś się na łóżku zamykając twarz w dłonie. To miało pójść o wiele łatwiej. Telefon leżący obok kolejny raz się uaktywnił. Już nawet nie sprawdzałaś kto to. Bardzo dobrze to wiedziałaś. Kolejny sms. Nie chciałaś go przeczytać, ale ciekawość wzięła górę. 'Nie wiem, co się wydarzyło, że nie chcesz ze mną rozmawiać, ale nie mogę tego tak zostawić. Będę u ciebie za kilka minut.' Jeszcze tego brakowało, żebym musiała na ciebie spojrzeć Harry..- pomyślałaś, ale wiedziałaś, że nie ma już odwrotu. Czekało Cie spotkanie twarzą w twarz z NIM. Wiedziałaś, że to będzie ciężkie, ale nie możesz po sobie nic dać poznać. To znaczy jeśli go zobaczysz. Rozważałaś to, czy go w ogóle wpuścić do mieszkania. Bałaś się, że tego nie wytrzymasz..

_______________________________________
TA DAAAAAAA! Jest kolejny rozdział! Przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale szkoła mi nie pomaga w pisaniu rozdziałów. Kolejny postaram się dodać szybciej :) 
Ta część wyszła niezbyt ciekawa, ale obiecuję, że w kolejnych będzie się więcej działo. I mam do WSZYSTKICH którzy to czytają mała prośbę, abyście zastawili po sobie ślad w formie komentarza. Chcę po prostu wiedzieć, czy Wam się podoba i czy jest w ogóle sens to pisać :) xxx

sobota, 13 października 2012

Imagin cz. II


Miłość.. Jedni ją definiują, jako najważniejsze uczucie w całym, naszym życiu, a jedni uważają, że ona nie istnieje. 

Więc?

W życiu każdego z nas, pojawia się coś wyjątkowego, ekspresyjnego, ale nie zawsze idealnego. Wcześniej czy później zasmakujemy uczucia miłości.

Czekamy na nią, ale ona przyjdzie w najmniej spodziewanym momencie i połączy nas z najmniej spodziewaną osobą.

Walczymy z nią.

Ale po co?

Aż tak się jej boisz? Boisz się być szczęśliwym? 

Nie? Więc czemu?

Boisz się zostać zranionym? 

Tak?

Niestety.. Ale takie jest życie. To pasmo sukcesów i porażek, śmiechu i łez, szczęścia i goryczy. Ale trzeba ryzykować, więc gdy spotkasz już na swojej drodze życiowej miłość, oddaj się w jej ramiona i postępuj tak, jak Ci serce dyktuje.

~*~

Przed tobą stał dość wysoki, cholernie przystojny zielonooki chłopak i wpatrywał się w Ciebie, 
czekając aż Ty dokończysz rozpoczęte zdanie, jednak Ty nie potrafiłaś nic z siebie wykrztusić. ‘Wszystko w porządku?’- zapytał z uśmiechem na twarzy. Ale to z jakim! Najpiękniejszy uśmiech na całym świecie, który wręcz zwala z nóg. ’Ta-aak’- odpowiedziałaś po dłuższym zastanowieniu.’ Chcesz jakiś autograf, czy zdjęcie?’- zapytał już z poważniejszym wyrazem twarzy. Zaraz.. o czym on mówi? Jaki autograf? Jakie zdjęcie? O co mu chodzi? A co najważniejsze dlaczego, ja nie mogę nic przy nim powiedzieć?- takie myśli krążyły Ci po głowie. ‘Nie dziękuję’- odpowiedziałaś nie pewnie, gdy zorientowałaś się, że chłopak patrzy się na Ciebie co najmniej jak na kogoś z ‘problemami’. ‘Czy ja Cię już gdzieś wcześniej nie widziałem?’. W sumie miałaś wrażenie, że gdzieś już widziałaś te oczy. Tych tęczówek nie da się chyba zapomnieć. ‘Właśnie o tym pomyślałam’- oznajmiłaś i się uśmiechnęłaś. ‘No widzisz? Zgodni jesteśmy’- powiedział lokowaty i odszedł, a Ty stałaś zdezorientowana jeszcze przez jakiś czas, będąc pod wrażeniem zaistniałej sytuacji. Chyba zauważyła to Emily, bo podeszła do Ciebie i zapytała czy coś się stało. ’Zastąp mnie’- rzuciłaś jej rozkaz, a sama odeszłaś na zaplecze. Oparłaś się o blat i próbowałaś pozbierać myśli. Nie wiedziałaś dlaczego tak zareagowałaś na jego widok. To znaczy nie chciałaś wiedzieć. Nie dopuszczałaś do siebie myśli, że on Ci się po prostu spodobał. Przecież byłaś z Mark’iem i bardzo go kochałaś, więc nie chciałaś go skrzywdzić. Ale nie widziałaś się z nim już tak dawno. Nikt Cie nie przytulał bez powodu, nie całował przy każdej możliwej okazji i nie mówił Ci ‘dobranoc’ przed zaśnięciem i ‘dzień dobry’ po przebudzeniu. Takie prosty gest, a sprawiały tak wiele radości. ‘Wszystko ok?’- wyrwała Cię z przemyśleń Emily. ‘Co? Yyy.. Tak. Chyba tak.’- powiedziałaś spoglądając na dziewczynę. ’Mogę cię o coś zapytać?’- powiedziałaś już pewnym głosem. ‘No jasne, pytaj o co chcesz’. ‘Znasz może tego chłopaka, z którym chwilę rozmawiałam przy wejściu? Taki wysoki brunet z zielonymi oczami’- tłumaczyłaś uśmiechniętej blondynce. ‘No oczywiście! Przecież to Harry Styles z One Direction! Nie mów, że go nie znasz!’- mówiła do Ciebie, ale ty już nie przyjmowałaś dalszych informacji. ‘Zaraz! Jaki Harry? Jakie One Direction?’- przerwałaś jej wypowiedź mimo, że nie miałaś tego w naturze, ale teraz nic poza tym Cię nie interesowało. ‘Sama zobacz i się przekonaj’- oznajmiła podając Ci laptopa. 'A teraz muszę już wracać, bo dziewczyny sobie same nie poradzą. Ty też nie siedź tutaj długo i przyjdź nam pomóc’- oznajmiła i wyszła, a Ty włączyłaś komputer. Wpisałaś w Google hasło One Direction i weszłaś w pierwszy link. Chwilę poczytałaś to co o nich pisali i byłaś pod wielkim wrażeniem ich sukcesu. Wszyscy są bardzo młodzi, a już osiągnęli tak wiele. Następnie zalogowałaś się na TT i wpisałaś ‘Harry Styles’. Weszłaś na jego konto i aż Cię zatkało. Ponad 7 milionów obserwujących. ‘Boże!  On jest sławny, a ja się tak przy nim zachowałam. Pewnie wziął mnie za ich fankę. No tak. Przecież nie mogłam przy nim nic powiedzieć. Masakra!- te myśli krążyły Ci po głowie, gdy postanowiłaś, że musisz coś zrobić. Chciałaś mu pokazać, że nie jesteś ich kolejną fanką, która nie może nic powiedzieć, gdy ich zobaczy. ‘Zaraz! Ale on powiedział, że mnie skądś pamięta, zresztą ja też go kojarzyłam. Możliwe, że widziałam go np. w Internecie, ale on mnie raczej tak nie zobaczył’- próbowałaś sobie przypomnieć skąd pamiętasz te oczęta. ‘No tak!’- olśniło Cię po chwili zastanowień. ‘Przecież na lotnisku pytałam się go o postój taksówek! Może powinnam mu to powiedzieć, żeby nie uważał mnie za idiotkę’- pomyślałaś. Nie miałaś dużo czasu na przemyślenie, bo zawołała Cię do pomocy jedna z kelnerek. Szybkim krokiem wyszłaś na salę i pomagałaś dziewczynom roznosić talerze z jakimś daniem. Ronny (jedna z kelnerek) kazała Ci się zająć trzema stolikami przy oknie. No  tak. Przy jednym z nich siedział on. ‘Raz się żyje’- pomyślałaś i ruszyłaś pewnym krokiem w stronę pierwszego stolika. Zauważyłaś kątem oka, że Ci się przygląda. ‘I po co on się na mnie tak patrzy?’- pytałaś w myślach samą siebie. ‘No tak. Przecież takiej idiotki jak ja codziennie się nie spotyka’- uśmiechnęłaś się sama do siebie. Zbliżałaś się do stolika przy którym siedział on. Wzięłaś głęboki oddech i podchodziłaś w celu położenia talerzy na stole, gdy się potknęłaś i razem z jedzeniem wylądowałaś na torsie loczka. ‘O nie..’- pomyślałaś, gdy dotarło do Ciebie co się stało. Z pośród kilkunastu gości ty musiałaś przewrócić się akurat na niego. ‘Jeju! Przepraszam bardzo! Nie wiem jak to się stało.’- tłumaczyłaś się, na co on odpowiadał tylko szerokim uśmiechem. ‘Dobra. Spokojnie, przecież nic się nie stało. Mógłbym tylko pójść gdzieś żeby to z siebie zmyć?’- zapytał, a z jego twarzy nie schodził uśmiech. ‘Jasne. Proszę’- powiedziałaś i pokazałaś mu drogę na zaplecze. Staliście oboje wymazani jakimś sosem, a ty moczyłaś ręczniki żeby to zetrzeć. Podałaś mu jeden, a drugim zaczęłaś się sama wycierać. W pewnym momencie lokowaty wybuchnął śmiechem. ‘Z czego się tak śmiejesz?’- zapytałaś go z poważną miną. ‘W sumie to z ciebie i z tego jak na mnie poleciałaś’- powiedział. ‘To wcale nie jest śmieszne’- oznajmiłaś bez żadnych emocji mimo, że też chciało Ci się śmiać. ‘Właśnie, że jest’- droczył się z Tobą, aż do momentu, w który mnie wytrzymałaś i zaczęłaś się śmiać. ‘Hahah. No widzisz jednak śmieszne. A tak poza tym to jestem Harry’- przedstawił Ci się brunet. ‘Już wiem. Ja jestem Ann.’- odpowiedziałaś i posłałaś mu promienny uśmiech. ‘Już?’- zapytał zdezorientowany. ‘No tak. Moja koleżanka mi dzisiaj powiedziała jak się nazywasz i kim jesteś. A tak parzy okazji to przepraszam Cię za tę sytuację przy wejściu. Zachowałam się jak kretynka’. ‘ Spoko. Nie ma sprawy, jestem przyzwyczajony, że dziewczyny tak na mnie reagują. Ale poczekaj.. skoro dopiero dzisiaj dowiedziałaś się kim jestem i w ogóle jak się nazywam to znaczy, że nie jesteś nasza fanką? Myślałem, że dlatego tak zareagowałaś’. ‘Wiem zachowałam się jak idiotka i strasznie Cię za to przepraszam. Nie wiem dlaczego tak zrobiłam’. ’Dobra nie ma sprawy, ale tak jak już Ci wcześniej powiedziałem skądś cię kojarzę. Myślałem, że jesteś fanką i, że widziałam Cię na jakimś koncercie, czy podczas podpisywania płyt, ale jeśli tak nie jest, to skąd cię znam?’- zapytał podnosząc brwi do góry. ‘Kilka dni temu spotkaliśmy się na lotnisku. Pytałam cię gdzie się znajduje postój taksówek’- wyjaśniłaś i się uśmiechnęłaś. ‘Aaaaa no tak. Już pamiętam. Byłem wtedy z Niall’em i czekaliśmy na jego kuzynkę’. ‘A kto to Niall?’- zapytałaś. ‘Niall tak samo jak ja, Louis, Zayn i Liam jest członkiem One Direction’- wyjaśnił Harry. ‘Aha. Ok., dzięki. Chyba muszę się trochę podszkolić w wiedzy o 1D. A tak poza tym to chciałam Cie jeszcze raz bardzo, ale to bardzo przeprosić za to’- powiedziałaś wskazując na bluzkę chłopaka, na której znajdowała się ogromna, jasnobrązowa plama. ‘Ok.. przyjmę przeprosiny, ale pod jednym warunkiem..’- oznajmił z łobuzerskim uśmiechem. ‘Jakim?’- zapytałaś zaciekawiona. ‘Że dasz się gdzieś wyciągnąć w sobotę’. ‘Przykro mi, ale mam chłopaka’- oznajmiłaś i delikatnie się zarumieniłaś. ‘Ale Ann, ja Ci nie proponuje małżeństwa, tylko wspólnie spędzony dzień’- powiedział i szeroko się uśmiechnął. Boże.. on znowu to robi. Znowu powoduje wzrost ciśnienia w Twoich żyłach swoim uśmiechem. To tylko uśmiech, a przyprawiał Cię o zawrót głowy. ‘Ok. Niech będzie sobota’- oznajmiłaś Harry’emu. ‘No to jesteśmy umówieni. Tylko może dałabyś mi swój numer, to zadzwonię do Ciebie i uzgodnimy szczegóły’. Napisałaś na małej karteczce numer telefonu i mu ją wręczyłaś. Porozmawialiście jeszcze chwilę po czym Harry stwierdził, że powinien już iść. Było po 2.00 więc zaproponował, że Cię odwiezie. W restauracji było znacznie mniej gości, więc mogłaś opuścić lokal z chłopakiem. Odprowadził Cię pod same drzwi, po czym się pożegnaliście. Weszłaś do mieszkania i szłaś korytarzem prosto do sypialni po drodze zdejmując jeszcze buty. Rzuciłaś się zmęczona na łóżko i na chwilę zamknęłaś oczy. Tym razem twoje myśli nie przywołały obrazu Mark’a lecz Harry’ego. Myślałaś w szczególności o tym zajściu w drzwiach jak wpatrując się w jego oczy nie mogłaś nic powiedzieć.  Byłaś na siebie cholernie zła, że w Twojej głowie pojawił się ktoś inny niż Mark. To jego kochałaś, ale w Loczku też było coś wyjątkowego. Wiedziałaś, że już w tym momencie nie jest Ci obojętny, ale mimo wszystko nie dopuszczałaś do siebie takich myśli. Wiedziałaś, że w Twoim sercu jest miejsce tylko i wyłącznie dla 
Mark’a, ale równie dobrze wiedziałaś, że w Harry jest dla Twojego serca wyjątkowy.

NASTĘPNY DZIEŃ.
Zaraz po przebudzeniu spojrzałaś na zegarek stojący przy łóżku. Była 12.37. ‘Nieźle’ pomyślałaś i zerwałaś się z łóżka. Zauważyłaś, że jesteś w ubraniach i makijażu co świadczyło o tym, że jak przyszłaś musiałaś byś tak zmęczona, że zasnęłaś nawet nie przebierając się w piżamy. Podniosłaś się z materaca i od razu powędrowałaś do łazienki. Zmyłaś rozmazany makijaż i weszłaś do wanny, aby trochę odpocząć. Mimo, że był piątek to miałaś wolne w pracy. Tak umówiłaś się z wujkiem, że weekendy kiedy będziesz studiować i dni po imprezach, kiedy wracasz późno masz wolne. Spokój panujący wokół Ciebie zakłócił dzwonek telefonu. Wytarłaś rękę i sięgnęłaś po leżący niedaleko telefon. Jakiś nieznany numer. ‘Tak?’- odebrałaś. ‘Hej. Tu Harry. Co słychać?’- mówił bardzo pogodnym głosem.  ‘O, cześć Harry. Wszystko w porządku. W sumie to niedawno wstałam. A u ciebie?’-odpowiedziałaś jednocześnie wychodząc z wanny i wycierając mokre ciało jasnym ręcznikiem. ‘Też wszystko dobrze. Chciałem cię zapytać, czy cały czas chcesz się ze mną jutro spotkać?’. ‘Oczywiście, że tak. Tylko powiedz mi gdzie i, której..’. ‘To może przyjadę po ciebie jutro ok. 13.00? Pasuje Ci?’. ‘Ok. To jesteśmy umówieni. W takim razie do zobaczenia jutro!’. ‘No, na razie!’- pożegnał się Harry i się rozłączył. Wyszłaś z łazienki i poszłaś do pokoju, aby się ubrać. Nie miałaś zamiaru dzisiaj nigdzie wychodzić, więc wyciągnęłaś z szafy szare dresy i białą koszulkę. Ni malowałaś się, a włosy tylko rozczesałaś i związałaś w luźnego koka.  Walnęłaś się na dużą, kremową kanapę i włączyłaś w TV jakiś program muzyczny.  Usłyszałaś pierwsze dźwięki bardzo dobrze znanej Ci piosenki. „Love story” Taylor Swift. Spojrzałaś na ekran telewizora i łzy napłynęły ci do oczu. Zamknęłaś oczy i znów wróciły te wszystkie wspomnienia. Przy tej pamiętnej piosence, na tej pamiętnej dyskotece pierwszy raz ujrzałaś Mark’a. Pierwszy raz razem zatańczyliście i pierwszy raz spojrzeliście sobie w oczy. Wtedy się wszystko zaczęło.  ‘Miałam, być silna.. obiecałam mu to’- pomyślałaś i wytarłaś łzy z policzków.  Wzięłaś laptopa i włączyłaś pierwszą, lepszą stronę, żeby o tym wszystkim zapomnieć. Nie na długo, bo zobaczyłaś komunikat informujący, że dzwoni Mark. Uśmiechnęłaś się, jeszcze raz przetarłaś oczy i odebrałaś rozmowę. ‘Cześć, kochanie!’- usłyszałaś od uśmiechniętego bruneta wpatrującego się w ciebie przez kamerkę. ‘Hej, skarbie..’- odpowiedziałaś, uśmiechając się do niego.  Znów to wszystko powróciło. Smutek, żal, tęsknota i ta cholerna bezsilność.. ‘Dobrze widzę, że moja księżniczka płakała?’- zapytał z troską w głosie, a ty już z trudem powstrzymywałaś kolejne łzy. On tak dobrze Cię znał. Nie wytrzymałaś. Rozpłakałaś się jak małe dziecko. Tak bardzo chciałaś móc się teraz do niego przytulić. Tak bardzo chciałaś, żeby pogłaskał cie po głowie, pocałował w czoło i wyszeptał jak bardzo Cię kocha. Brakowała ci tego. JEGO ci brakowało. ‘Eeeej.. Kochane nie płacz. Pamiętasz co mi obiecałaś? Miałaś nie płakać i pamiętać, że nawet jeśli będziemy daleko od siebie, to zawsze, ale to zawsze będę cię kochał. Pamiętaj o tym i nie płacz, bo ja nie mogę patrzeć, na to jak cierpisz.’ 

________________________________________________
Wróciłam! Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Wiem, że nie dzieje się w nim za dużo, ale  w kolejnych częściach się rozkręci. Obiecuję :) Jeśli chcecie się dowiedzieć co będzie dalej to komentujmy! Chcę wiedzieć, czy będzie ktoś to czytał xxx

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Imagin cz. I


‘Gotowa jesteś?’- usłyszałaś jak woła Cię Twoja ukochana ciocia. ‘Już, chwilkę!’- odpowiedziałaś, przeczesując jeszcze swoje długie, kasztanowe włosy. Ostatnie poprawki i byłaś już gotowa, więc z uśmiechem na twarzy wyszłaś z pokoju zbliżając się w stronę wyjścia, przy którym czekała na Ciebie Megan.’ Ślicznie wyglądasz’- posłała Ci komplement wysoka brunetka, na który Ty odpowiedziałaś szerokim uśmiechem. Wyszłyście z mieszkania, wsiadłyście do samochodu i pojechałyście do centrum handlowego na zakupy. Meg chciała spędzić z Tobą trochę czasu, zanim zaczniesz studia i pracę. Weszłyście do pierwszego sklepu. Przeglądałaś wszystkie ciuchy, nie mogąc zdecydować się na którym skupić swoją uwagę. Do przymierzalni brałaś górę ubrań. Ciocia nie pozwalała Ci za nic płacić, dlatego próbowałaś trochę się opanować. Na koniec ciocia zaprowadziła Cie jeszcze do jednego sklepu. ’Tutaj kupiłam sukienkę, którą miałam na sobie jak Rob mi się oświadczył’- powiedziała Megan przeglądając sukienki. ‘Musiało być cudownie’- oznajmiłaś uśmiechając się niewinnie. ‘Tak, to było niezwykłe’. Kontynuowałyście przeglądanie ubrań, rozchodząc się w przeciwne strony sklepu. Nie znalazłaś nic ciekawego, aż do momentu gdy podeszła do Ciebie ciocia i pokazała Ci przepiękna sukienkę. Była naprawdę cudowna.. czerwona, bez ramiączek.. po prostu nieziemska. Szybkim krokiem poszłaś do przymierzalni, aby sprawdzić czy na Ciebie pasuje. ‘Wyglądasz pięknie’- oznajmiła Megan, gdy pokazałaś jej się w tym stroju. ’Bierzemy!’- dokończyła po chwili. Przebrałaś się z powrotem w swoje ubrania i podałaś cioci sukienkę, za którą ona poszła zapłacić. ‘Proszę, kochanie!’- powiedziała wręczając Ci torbę z czerwonym cudem. ‘Dziękuję Ci bardzo! Kocham Cie Meg!’- zaczęłaś obcałowywać Megan wszędzie, gdzie tylko mogłaś. ‘Cieszę się, że Ci się podoba. Pamiętaj! Ta sukienka jest na wyjątkową okazję z kimś wyjątkowym. Nie podejmuje pochopnych decyzji, żebyś później nie żałowała.’ Wzięłaś sobie te słowa do serca. Wiedziałaś, że tą wyjątkową osoba jest Mark. Wtedy tak myślałaś.. nie wiedziałaś jak bardzo się mylisz.
Gdy już wróciliście do domu zabrałaś się wraz z Meg i Rob’em za poszukiwania jakiegoś mieszkania dla Ciebie. Przejrzeliście chyba z 1000 ogłoszeń gdy natrafiliście na to odpowiednie. Nie duże mieszkanie położone blisko centrum. Miałabyś blisko do cioci i na uczelnię. Nie było ono duże, bo tylko jedna sypialnia, kuchnia, łazienka i salon, ale nie potrzebowałaś nic większego.  Przecież będziesz mieszkała tam sama i w jakimś dużym mieszkaniu czułabyś się nieswojo. Wujek zadzwonił pod numer, który był podany razem z ogłoszeniem i uzgodnił szczegóły. Umówił Was na jutro, aby obejrzeć mieszkanie.
Przeglądałaś tt, gdy zobaczyłaś twetty od Marka do Ciebie. Pisał jak to bardzo Cię kocha i jak bardzo tęskni. Łza zakręciła Ci się w oku. Energicznie zamknęłaś laptopa, podeszłaś do okna i odsłoniłaś purpurowe zasłony. Oparłaś się o ścianę i wpatrywałaś w ciemno granatowe pełne świecących gwiazd niebo, a łzy spływały Ci po policzkach na znak tego, jak bardzo za nim tęsknisz. Wierzyłaś w to, że mimo takiej różnicy kilometrów wasz związek przetrwa. Wiedziałaś ile par z o wiele większym doświadczeniem niż Wy, rozstało się z powodu odległości. W duchu jednak miałaś nadzieję, że te statystyki Was nie dotyczą. Spojrzałaś na księżyc wierząc, że on też na niego patrzy i myśli o Tobie. Zauważyłaś spadającą gwiazdę i mimo, że nie wierzyłaś w przesądy postanowiłaś pomyśleć życzenie. Chcę spotkać ponownie miłość mojego życia. Myśląc to, zamknęłaś oczy dając upust emocjom. Tak bardzo chciałaś móc znów go zobaczyć. Usłyszeć od niego to, że jesteś piękna i, że Cię kocha. Miłość mojego życia.. To tak dojrzale brzmi. Ale Ty tak właśnie go postrzegałaś. Byłaś pewna, że zawsze będzie się kochać i nic nie będzie w stanie Was rozdzielić. Oj głupia byłaś..

KOLEJNY DZIEŃ
Wstałaś około dziewiątej rano. Od razu udałaś się do łazienki, gdzie wzięłaś szybki prysznic, umyłaś włosy i zęby oraz ubrałaś się w coś wygodnego. Zajęło Ci to nie całą godzinę, więc przed 10.00 byłaś gotowa i uśmiechnięta weszłaś do kuchni, gdzie siedział aktualnie Rob. Ciocia Megan była w pracy. Zjedliście śniadanie i razem pojechaliście obejrzeć mieszkanie, które chciałaś wynająć. Czekaliście w umówionym miejscu na właściciela. W końcu się pojawił. Wyglądał na bardzo miłego i wesołego człowieka. Jego powoli siwiejące włosy zdradzały, że był w okolicach pięćdziesiątki. Przywitaliście się z nim, po czym mężczyzna wprowadził Was do mieszkania. Zostaliście oprowadzeni po każdym pokoju, po czym razem z wujkiem zdecydowałaś, że chcesz wynająć to mieszkanie. On z właścicielem załatwiali szczegóły i spisywali umowę, a Ty jeszcze raz przespacerowałaś się po pokojach. Wyszłaś na balkon i oparta o barierkę wpatrywałaś się w Big Bena. ‘Tutaj zacznę nowe życie’- pomyślałaś i wsłuchując się w rozmowę mężczyzn podziwiałaś życie uliczne. Przerwał Ci Rob, wołając Cię i informując, że już wychodzicie. Dowiedziałaś się, że za tydzień możesz się wprowadzać.

MIJAŁY KOLEJNE DNI..
Nadszedł dzień Twojej wyprowadzki. Wczoraj już zrobiliście potrzebne zakupy zaczynając od mebli, a kończąc na jedzeniu i wszystko spakowaliście w kolorowe kartony i torby. Miałaś ustawiony budzik, więc jak tylko usłyszałaś pierwsze dźwięki głośnej melodii szybko zerwałaś się z łóżka i pobiegłaś do łazienki. Dzisiaj zaczynasz nowe, dorosłe życie. Sama. Bez rodziców, bez bliskich. I niestety bez Mark’a. Tylko Ty i przeciwności losu, które szykuje Londyn. Zjadłaś śniadanie i pojechałaś razem z Rob’em do Twojego mieszkania. On pomógł Ci wziąć meble i ustawić je w miejsca, które mu wskazywałaś. Później zostawił Cię samą, bo musiał jechać do pracy. Zajęłaś się przystrajaniem wnętrza. Wieszałaś obrazy, ustawiałaś figurki i zdjęcia na półkach, przesuwałaś meble i po prostu tworzyłaś swój świat. Wszystko było po Twojemu. Wszystko było urządzone po Twojej myśli. Bardzo Ci się to podobało. Gdy skończyłaś było już po północy, a Ty na 8.00 musiałaś być w pracy. Ustawiłaś więc budzik na 6.30 i położyłaś się do swojego nowego łóżka.
Po przebudzeniu się przetarłaś oczy i sama do siebie się uśmiechnęłaś. Miałaś dobry humor mimo tego, że wstałaś tak wcześnie. Zjadłaś skromne śniadanie i poszłaś do łazienki wziąć prysznic. Później wyprostowałaś włosy i delikatnie się umalowałaś. Ubrałaś na siebie to co musiałaś do pracy, czyli czarną, krótką, obcisłą spódniczkę i białą koszulę którą wpuściłaś w środek. Wyszłaś z domu i poszłaś do restauracji wujka. Byłaś 10 minut przed czasem, co pozwoliło Ci się zapoznać z kilkoma innymi kelnerkami. Pokazały Ci gdzie co jest i co masz robić. Później poprosiły Cie abyś pomogła w przygotowywaniu restauracji na przybycie pierwszych gości. Razem poszło Wam to bardzo sprawnie i miałaś czas na bliższe zapoznanie się z Emily, bo to z nią najlepiej się dogadywałaś. Cały dzień Ci pomagała za co byłaś jej bardzo wdzięczna. ’Rob mówił Ci, że mamy dzisiaj imprezę zamkniętą?’- zapytała Cię Emily podczas gdy Ty przygotowywałaś kawę dla klienta. ‘Nie rozmawiałam z nim nawet dzisiaj. Ale o co chodzi z ta imprezą?’- zapytałaś i zaniosłaś gorący napój młodemu mężczyźnie. ‘Dzisiaj od 20.00 salę wynajmują jakieś gwiazdy. Podobno będzie dużo znanych osób.’- oświadczyła blondynka. ‘A co ja mam robić podczas takiego przyjęcia?’- zapytałaś z zaciekawieniem. ‘Najważniejsze, żebyś była ciągle miła, uśmiechnięta i pilnowała żeby im niczego nie brakowało’.
Była 19.30 gdy razem z Emyli zamknęłyście restauracje i jeszcze poprawiałyście wystrój Sali. Teraz pozostało już tylko czekać na gości i w tym celu musiałaś stań przy drzwiach i wszystkich miło witać. W  środku było już kilka osób a na zewnątrz pojawiały się coraz to nowe samochody. ‘Dobry wieczór. Witamy w „Left”. Zapraszamy do środka i życzymy miłej zabawy’- powtórzyłaś te same słowa do kolejnej pary sław. Bolała Cię już twarz od tego ciągłego uśmiechania się, a to był dopiero początek. ‘Dobry wieczór. Witamy w ..’- już chciałaś kolejny raz powtórzyć tę samą regułkę gdy coś Cię zatrzymało.

____________________________________________________
Jest pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Jest prawie druga w nocy a ja nie śpię, bo pisałam rozdział. Proszę Was o komentarze, bo nie wiem, czy jest sens to dalej pisać jeśli nikt tego nie będzie czytał. Więc jeśli czytasz to skomentuj. Dla Was to tylko kilka sekund, a dla mnie to naprawdę dużo :)

sobota, 25 sierpnia 2012

Prolog.


Wierzysz w miłość?
Tak?
Nie?
To zależy tylko i wyłącznie od Ciebie..
A wiesz w ogóle co to jest?
To może zacznijmy inaczej….
Potrafisz zdefiniować miłość?
Nie?
A ja potrafię.
Dla mnie to uczucie, które podtrzymuje nas przy życiu. Które mimo przeszkód łączy dwoje ludzi. To jest miłość. Ale to jest moja definicja. Każdy inaczej postrzega to uczucie.
Jak Ty je postrzegasz?
Ułatwię Ci.
Postaraj się wymienić trzy słowa, które w połączeniu stworzą dla Ciebie jedno, ogromne i niezniszczalne..
I co?
To zadanie było chyba prostsze. Każde z osobna potrafisz opisać. No to co z tą miłością?
To trzeba po prostu przeżyć.. I właśnie to chcę Wam pokazać w tym opowiadaniu. Chcę Wam pokazać zupełnie odmienną definicję miłości. Nie taką, która mimo przeszkód kończy się happy en dem. Nie.. Życie nie zawsze wygląda tak  jakbyśmy chcieli i nie zawsze przynosi oczekiwane skutki. Trzeba być zawsze przygotowanym na niespodziewane zwroty akcji.

~kilka słów ode mnie~
Hey Directioners! Witam wszystkich na moim blogu. Zaczęłam trochę inaczej.. nie wiem dlaczego.. może dlatego, że ta historia też będzie inna? Ale tego przekonacie się sami podczas czytania :) Wiem, wiem. Na razie brzmi trochę tajemniczo, ale mam nadzieję, że Was to nie zniechęci. Wręcz przeciwnie, że Was zachęci. Zapraszam również do komentowania. To opowiadanie jest dla Was i wszystkie Wasze opinie i pomysły są mile widziane. Na razie to tyle. Oto prolog:

Dostałaś kolejnego sms’a od swojego ukochanego. Widzieliście się godzinę temu , a Ty już tak cholernie za nim tęskniłaś. Nie docierało do Ciebie, że nie zobaczysz go przez tak długi czas. Nie będziesz mogła spojrzeć mu w oczy ze szczerym wyznaniem miłości, nie będziesz mogła usłyszeć jego delikatnego, ale jakże męskiego głosu, mówiącego ci ‘dobranoc’, nie będziesz mogła wtulić się w jego tors w ciężkich chwilach, bo go przy Tobie nie będzie. Będziesz sama w tym wielkim mieście. Ale w końcu sama wybrałaś taką drogę i teraz musisz stawić jej czoła. Zależało Ci na wybiciu się. Chciałaś skończyć te studia, znaleźć dobrą pracę, założyć rodzinę i toczyć szczęśliwe, beztroskie życie ze swoim ukochanym. Wtedy jeszcze tego chciałaś. Nie miałaś pojęcia, jak wielką niespodziankę szykuje dla Ciebie Londyn.  
Energicznie złapałaś telefon, na którego wyświetlaczu było napisane MARK. Odczytałaś wiadomość, po czym sama do siebie się uśmiechnęłaś. Uwielbiałaś jak pisał do Ciebie w ten sposób. Uwielbiałaś jak te czułe i słodkie słowa kierował do Ciebie. Do jego świata. Tak Cię zawsze nazywał, gdy mówił Ci coś romantycznego. Łzy napłynęły Ci do oczu, bo uświadomiłaś sobie, że nie zobaczysz go przez tyle czasu. Obiecałaś mu jednak, że będziesz silna, więc szybko otarłaś słone krople z policzków i postanowiłaś o tym nie myśleć. Tak, postanowiłaś, ale wiedziałaś, że to niemożliwe. Nie myśląc o nim, czułaś się tak jakbyś przestała oddychać. No nic.. Muszę być silna!- pomyślałaś i schowałaś telefon z powrotem do torby. Do Londynu było już bardzo blisko, więc przygotowałaś się na lądowanie. Ujrzałaś te wszystkie piękne budowle i w duchu odetchnęłaś, że zaczynasz nowe życie. Samolot wylądował, a ty udałaś się do wyjścia , idąc za jakąś miło wyglądającą starsza kobietą. Wyszłaś z samolotu i ujrzałaś ten ruch i energia bijąca od ludzi znajdujących się dookoła Ciebie. ‘Witaj w Londynie’- pomyślałaś i ruszyłaś przed siebie, aby odebrać bagaże. Gdy szłaś już z ogromna torba na ramieniu i walizką za Tobą rozglądałaś się za postojem taksówek. Tam miała czekać na Ciebie Twoja ciocia u której miałaś się zatrzymać dopóki nie znajdziesz mieszkania i jakiejś pracy.  Chciałaś pójść w jej ślady. Tak jak ona skończyć dobrą szkołę i zacząć życie bez ograniczeń. Ona właśnie tak żyła. Niczego nie musiała sobie odmawiać, bo tak samo jak na jej mąż świetnie zarabiał. Oboje mieszkali razem w apartamentowcu w centrum Londynu.  Nie mieli dzieci, dlatego Ty byłaś ulubienica swojej cioci. Traktowała Cię jak swoja córkę, a ty ja jak druga mamę. Stałaś na środku ogromnego lotniska nie mając pojęcia, w którą stronę masz się udać. Postanowiłaś, że zapytasz kogoś o drogę. Zauważyłaś dwójkę chłopaków, wyglądających na Brytyjczyków. Postanowiłaś do nich podejść. ‘Hej. Wiecie może gdzie jest postój taksówek? Jestem tu pierwszy raz i nie mam pojęcie gdzie mam iść. Pomożecie mi?’- zapytałaś dość wysokiego bruneta. ‘Jasne. Musisz wyjść tamtym wyjściem i po prawej stronie będzie to czego szukasz’- oznajmił zielonooki wskazując na odległe na ok. 20 metrów drzwi. ’Dzięki’- odpowiedziałaś i ruszyłaś we wskazanym kierunku. Wyszłaś przez duże, szklane drzwi i rozglądałaś się w poszukiwaniu cioci. ‘Ann!’- usłyszałaś jak woła Cię ktoś z bardzo miłym i ciepłym głosem. Rozejrzałaś się dookoła i zauważyłaś wysoką, czarnowłosą i bardzo ładną kobietę po trzydziestce. ‘Cześć ciociu!’- wykrzyczałaś i rzuciłaś się jej na szyję.’ Hej kochanie! Pamiętasz, że miałaś mówić po imieniu. Nie jestem jeszcze tak stara, żebyś mówiła na mnie ciociu skarbie’- oznajmiła Ci kobieta po czym wzięła od Ciebie torbę. Zaprowadziła Cię do samochodu i ruszyłyście w drogę do jej mieszkania. Po drodze wypytywała Cie o wszystko. Zaczynając od tego jak minęła Ci podróż, a kończąc na Marku. Wiedziałaś, że ona świetnie Cię rozumie. Dotarłyście pod wyskoki, nowoczesny budynek. Chwile później jechałyście już windą na 11 piętro. Twoja ciocia otworzyła drzwi i wpuściła Cię do ogromnego, elegancko urządzonego apartamentu. Przywitałaś się z wujkiem Rob’em po czym oboje oprowadzili Cię po mieszkaniu. Pokazali Ci pokój, w którym będziesz mogła zostawić swoje rzeczy, po czym zaproponowali kolację. ‘Kochanie, wiesz, że nie musisz wynajmować żadnego mieszkania? Możesz mieszkać u nas ile tylko chcesz. Nie będziesz musiała się martwić o pieniądze.’- zaczęła monolog Twoja cioci.. to znaczy Meg. ‘Wiem Megan i naprawdę Wam bardzo za to dziękuję, ale chcę zacząć własne Życie. Podejmę się jakiejś pracy, żebym miała na jakieś drobne wydatki. Rodzice powiedzieli, że będą płacić za mieszkanie, więc sądzę, że nie będzie tak źle’- oznajmiłaś i zabrałaś się za jedzenie naleśników. ‘Jak już wiesz, jestem właścicielem sieci bardzo eleganckich restauracji i mogę Ci pomóc w załatwieniu pracy. Chciałabyś może zostać kelnerką? Obiecuję,  że będę dobrze płacić’- powiedział Rob, a Ty ze szczęścia rzuciłaś mu się na szyję. ‘Dziękuję! Naprawdę bardzo Wam dziękuję!’- zaczęłaś krzyczeć na cały glos. ‘Nie ma za co Ann’- odparła Twoja ukochana ciocia z promiennym uśmiechem na twarzy. Później pomogła Ci rozpakować rzeczy i pokazała Twoja łazienkę oraz miejsca, w których znajdują się najpotrzebniejsze rzeczy. Postanowiłaś wziąć gorącą kąpiel, dlatego weszłaś do wskazanej przez Megan łazienki. Śliczna, w odcieniach beżu i brązu z dużą ilością szklanych dodatków. Na półkach i dookoła wielkiej wanny paliły się świeczki, które swoją cynamonowa wonią, dodawały uroku temu miejscu. Ściągnęłaś z siebie czerwony ręcznik i weszłaś do pięknej wanny wypełnionej gorącą wodą z dodatkiem olejku różanego. Położyłaś się, zamknęłaś oczy i dałaś ponieść się wyobraźni. Jak zwykle twoje zmysły przywołały obraz Mark’a. Tak strasznie go kochałaś i przez to tak bardzo za nim tęskniłaś.